Zawsze chciałam pospacerować po deszczowym lesie... tak żeby padało na głowę trochę, żeby pooddychać mokrym powietrzem i pooglądać co tam rośnie ciekawego. Dziś tam poszlismy. Ale wszystko było nie tak. Fajna ścieżka dydaktyczna okazała sie stromą wspinaczką na jakąś chorą górę po obślizgłych korzeniach, na których co chwila wchlupotywałam się w błoto, wkoło gryzły jakieś niewidoczne stworki, a wilgotne powietrze było gorące i nie dało się nim oddychać. A najgorsze było to, że gdy dotarliśmy w końcu na szczyt ledwo żywi i sapiący jak pociąg, zobaczyłam malutką kobietkę w ciąży, ktora pomykała sobie naszym śladem bez najmniejszych oznak zmęczenia...
Ale roślinki i ptaki uratowaly wyprawę:)))
A wiecie jak dziś zachodzilo słońce? bursztynowo - miedzianie...
I na koniec taka sobie ciekawostka: czy widać różnicę między moim talerzem i talerzem M? :)))))
U Ciebie większy balagan na talerzu:-)
OdpowiedzUsuńZgadłaś! niby to tylko talerz, a ileż można się napsychologizować...:)
OdpowiedzUsuńR: ale napsychologizować a propos Twojego zamówienia
OdpowiedzUsuńczy kucharza /że zrobił taki bałagan na talerzu/?